Tęcza, czterolistne koniczyny i szczęście pukające przez facebooka.

s
Standardowy

Taki troszkę inny początek :)

Zdecydowanie – mimo całego mojego uwielbienia do twórczości Pana Powella – żadna inna muzyka nie wgniata mnie w fotel jak ta, którą tworzy Immediate Music. Lubię zamknąć okna – nawet jeżeli na polu jest 30° ciepła – zasłonić zasłony i pogłośnić głośniki najwyżej jak się da. Nie jest to znowu tak głośno, jeżeli wziąć pod uwagę skromne decybele mojego laptopa. W każdym bądź razie nie przeszkadza to mojemu dziadkowi i mamie siedzącym w pokoju obok, a i mój pies wydaje się spać spokojniej. Wiecie, czasami przychodzi do mnie, chodzi niespokojnie, szturcha nosem i wtedy pochylam się i pytam:

- Co psinko, co byś chciała?

Jak zwykle czuję na nodze mokry nos mojego czarnego diabełka i zastanawiam się, czy może  nabrała ochoty na kostkę, czy też może na coś innego. Podsuwam kostkę, nie. Kręci nosem, chwilkę wącha i dalej patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. Lekko skośnymi, ale jakże urokliwymi oczami.

- To co, chcesz posłuchać czegoś?

Prostuję się i włączam jakąś dobrą składankę. Sonia nie lubi piosenek, toteż zawsze słuchamy melodii.

Triumph, Pandora’s Heaven, Destiny Of The Chosen i wiele innych. To nasze ulubione.

Włączam, pogłaśniam i patrzę, a tu mój sierściuch gramoli się na łóżko i niczym przy kołysance rozkłada się wygodnie i zasypia. Kiedy biorę do ręki gitarę, sytuacja jest bardzo podobna, chociaż myślę, że Sonia słucha wtedy troszkę mniej dokładnie, nie dziwię się, gram okropnie. Ale Sonia jest twarda i siedzi i słucha. Naprawdę. Nie narzeka, nie mówi „kończ już, głowa boli!” tylko siedzi i patrzy. I słucha. Fajna z niej psinka, taka muzykalna. Teraz też śpi sobie smacznie w rytm „The Breach”,a ja piszę.

Coś długi ten wstęp i mało „uśmiechowy”. A raczej mało ma wspólnego z Akcją, bo uśmiechowy przecież jest. No i nie jest to wstęp. Raczej burza myśli, które bardzo chciałam napisać. No i dzisiaj taka „umuzykalniona” jestem to i post muzyczny. Wiecie, wczoraj znalazłam czterolistną koniczynę. Tak po prostu, siadłam sobie i patrzę, o, jest! Moja pierwsza znaleziona czterolistna koniczynka.

Nie minęła chwila i patrzę, druga! Szczęście. Podwójne. Super! Tak się zastanawiałam, co też szykuje mi los, jakie niespodzianki, jaka pomyślność mi się trafi.

Dzień minął, nadeszła noc a ja leżąc w łóżku przewracałam się z boku na bok nie mogąc usnąć. Coś mnie odrywało od snu, coś mi na piersi siedziało i zaciskało gardło, tak że co udało mi się przysnąć, zrywałam się łapiąc haust powietrza. Patrzę na zegarek, późno, po pierwszej. Sonia podnosi głowę i patrzy na mnie z zainteresowaniem co robię, a ja łapię za szlafrok i siadam przy stole otwierając laptopa. Skoro już nie mogę spać, może coś oglądnę, może coś napiszę. I tak sobie zwiedzam czeluście internetu, aż wchodzę na stronę akcji. I co widzę? Nowa wiadomość! Zainteresowana, z bijącym sercem odczytuję, nie wierzę, przecieram oczy czy to jednak nie sen, ale nie, to jawa, skóra też boli od szczypania, a więc nie śnię.Wspaniała wiadomość od nowej osoby zainteresowanej akcją! I to nie byle jaka wiadomość, wiadomość wspaniała mogłabym rzec, a w tej wiadomości, szereg zdjęć czekających na mnie na mailu. Zdjęć do wykorzystania do Tablicy Uśmiechu.

Marta, czyli „Promyk„, lub „Iskierka” Akcji jak zdążyłam już ją ochrzcić, przysłała mi w iście ekspresowym tempie dużą ilość zdjęć. Zaraz w tempie jeszcze szybszym, podesłała „ściągawkę” z imionami wszystkich istniejących na zdjęciach. Musiała mieć z tym naprawdę wiele kłopotu, ale wysłała, a ja… a ja się rozpłakałam. Bo mi ulżyło. Bo pomyślałam, że może to jest to pierwsze szczęście podarowane od losu. Że akcja ruszyła dalej, że nie stoi smutnie w miejscu, zapomniana. Szczerze powiem, że ledwo co widziałam monitor, tak płakałam. Właśnie z tej radości o której już kiedyś pisałam. To były tak szczęśliwe łzy, że nie chciałam przestawać. Zupełnie jakby z każdą łzą spływało ze mnie poczucie bezradności, czegoś być może utraconego po raz kolejny. Strach przed tym, że się nie uda. Złość i smutek. Wszystko to znikło, a ja kładąc się spać wciąż miałam wilgotne oczy i uśmiech na ustach. Bo wiedziałam, że ranek będzie o wiele lepszy.

Dlatego w tym miejscu jeszcze raz dziękuję za wspaniale pozytywne zdjęcia Marto! Wiedz, że masz specjalne miejsce w Naszej Akcji z Uśmiechem. W moim wdzięcznym serduchu również.

I podziękuj też proszę wszystkim znajomym :)

Kończąc: mam jeszcze jeden wesoły akcent. Po długim, długim czasie mogłam w końcu zobaczyć tęczę. Dawno jej nie widziałam. Widok ferii barw na niebie, szum pól i cykanie cykad w tle grzmotów, był niezaprzeczalnie wspaniały. I tak sobie stojąc na wzgórzu oparta o rower zaśmiałam się w myślach „Wczoraj były koniczynki, dziś tęcza, więc może jutro garniec złota lub podkowa”. A może taki krasnoludek mnie odwiedzi i zapyta, jakie mam życzenie? No właśnie, jakie było by moje życzenie?

PS Post miał pojawić się już ładne dwie godziny temu. Czemu się pojawia dopiero teraz? Ano Bożenka jeszcze ogarnia nową (dla niej) szatę onetu, dlatego zastanawiała się, dlaczego kiedy wgrywa zdjęcie, znika cała treść postu. Ale jak widać, wszystko już działa. Na razie ;-)

Wasza oddana Ja :)

O tym, jak postanowiłam naprawić świat.

sa
Standardowy

Dzisiaj wpis będzie prawdopodobnie dosyć długi, jako iż zobowiązałam się wcześniej napisać to i owo, a jak wiadomo, początki są najdłuższe i często najtrudniejsze do opisania, tak więc trzeba poszukać odpowiednich słów i odpowiednio je ze sobą połączyć. Nie zawsze jest łatwo, ale postaram się podzielić z Wami własnymi myślami jak najzwięźlej i najwyraźniej. Bo moje myśli to istne morze podczas sztormu! Setki myśli, tysiące pomysłów i jeszcze więcej szaleństwa. Troszkę jak Alicja i Szalony Kapelusznik.

Akcja z Uśmiechem opiera się na promowaniu pomagania ludziom, zwierzętom czy też przyrodzie. Chcę skupić ludzi w jednej grupie, chcę, żebyśmy mogli na siebie wzajemnie liczyć i tworzyć małe akcje, które u innych wywołają szczery uśmiech. Zaczęłam już jedną akcję o której możecie przeczytać na facebooku. O tutaj. Może też chcesz dołączyć?

Zostałam zapytana, skąd wziął się u mnie pomysł założenia owej Akcji. Cóż… Pomysł ma już ponad rok, a nawet mogłabym śmiało powiedzieć, że o wiele, wiele więcej. Już dobre kilka lat temu nosiłam się z myślą, że mogłabym coś zrobić, ruszyć jakiś mały puzzel tej układanki i kto wie, może udało by mi się połączyć go z jakimś innym puzzlem? I tak dalej, i dalej tworząc jeden piękny obraz… Wtedy jednak myślałam, że jestem zbyt młoda, by móc coś zmienić. Zupełnie głupie myślenie, jak gdyby na czynienie dobra można by było być za młodym lub za starym. Wtedy jednak skupiałam się też na kilku innych sprawach, toteż moje pomaganie zawężało się do akcji organizowanych w szkole i poza nią. Myślę, że punktem zwrotnym było uświadomienie sobie, że jeżeli nie zacznę działać, już, teraz, to może mnie ominąć coś bardzo ważnego. To uczucie w sercu które tak lubimy rozpalać, a nawet płakać mimo iż jesteśmy szczęśliwi, bo robimy coś dobrego. Kocham je! Tak jak już powiedziałam, pomysł powstawał stopniowo, sama „Tablica Uśmiechu” jak lubię ją nazywać jest wzorowana na filmie Yuuki.

Osobiście uważam, że jestem słabą osobą. Z całą stanowczością odmawiam widoku krwi, czuję prawie fizyczny ból patrząc na cierpienie innych, boję się wielu rzeczy. Dlatego mimo chęci, lekarz, weterynarz czy ratownik był by ze mnie fatalny, ale nie stanowi to przeszkody w pomaganiu, choć musicie wiedzieć, że niektóre sytuacje są dla mnie, człowieka wrażliwego, dosyć przerażające. No ale jestem. I próbuję.

Dlaczego chcę tworzyć akcję? Bo wiem, że to mój obowiązek. Obowiązkiem nas wszystkich jest pomóc tym, którzy tej pomocy potrzebują lub po prostu wsparcia w trudnej chwili kogoś, kto uważa, że świat dla niego już się skończył.

Muszę przytoczyć tutaj dwie bardzo bliskie mi osoby i to poznane nie gdzie indziej, jak w internecie. Jedna z tych osób skutecznie stawiała mnie na nogi za każdym razem kiedy widziała, że coś jest nie tak. Nie widziała mnie, nie mogła usłyszeć, ale wiedziała. Poznawała. To był ten moment, w którym pomyślałam: Kurczę, ludzie potrafią porozumiewać się nie tylko poprzez słowa czy spojrzenia. Mogą zrozumieć się wzajemnie mimo setek kilometrów dzielących ich od siebie. Doskonale się rozumieliśmy i wiele lat 

„Tworzyliśmy obok siebie.”

Tworzymy nadal.

Drugą jest osoba cierpiąca na stwardnienie rozsiane. Ileż w niej radości życia, ileż poczucia humoru! Przy swoim Olbrzymie, jak lubiłam i nadal lubię go nazywać, świat stawał się tak kolorowy, jak nigdy dotąd! To on nauczył mnie, że tak naprawdę, to najważniejsze jest żeby się śmiać i ten śmiech podarować innym.

Oczywiście przez całe moje życie przewijało się (i nadal przewija) ogromna ilość ludzi, które mogę postawić sobie za wzór. Ludzi, którzy zmienili coś w moim życiu, nakierowali. Od własnej rodziny i ich samozaparcia w dążeniu do postawionego sobie celu, przez przyjaciół, aż do ludzi, którzy nie wiedzą nawet, że istnieję, a wywarli na mnie tak wielkie wrażenie.

Nie jestem religijną osobą. Kiedy dzieje się cud, nie mówię, że to sprawka Boga. To po prostu cud ludzkiej miłości. Nie jestem też zatwardziałą ateistką. Bardzo chcę wierzyć, że istnieje Ktoś ponad Nami. Nie jestem tylko pewna, czy poprawnie go nazywamy.

Jak na razie zarysowuję swój portret grzecznej, ułożonej dziewczynki. Nie. Nie jestem idealna, a tak naprawdę do ideału mi naprawdę daleko. Może nawet dalej niż większości. Często jestem arogancka, opryskliwa, wredna i cóż… łatwo się obrażam. Nie lubię, kiedy ktoś chce mnie zmieniać na siłę, bo lubię siebie taką jaka jestem. Jednocześnie nigdy nie odtrąciłabym ręki, którą ktoś wyciąga w moim kierunku prosząc o pomoc. Sama szukam takich rąk bo wiem, że wielu ludzi po prostu nie ma sił by ją wyciągnąć, lub po prostu się wstydzi.

Nie lubię mówić o sobie: Jestem dobrą osobą. Wolę myśleć: Powinnam być lepszą osobą.

Nie chcę mówić, że znam życie. Nie znam go z pewnością w takim stopniu jak wielu cierpiących, jednak mam swoje demony, tak jak Wy macie swoje. I w pewnym sensie właśnie te demony pchają nas do przodu.

I tu chcę odpowiedzieć na pytanie, które sama postawiłam w pierwszym wpisie. Czy myślę, że małe kroki mogą zmienić świat?

Odpowiedź jest krótka i bardzo prosta.

Nawet pojedyncza myśl może to zrobić, bo będzie zalążkiem determinacji, która będzie nas napędzać.

Więc? Na co czekasz?

 

Wpis okazał się jednak o wiele krótszy niż się spodziewałam, ale to chyba przez chaos, który zapanował w mojej głowie podczas pisania. Tak jak mówiłam, początki są bardzo ciężkie do napisania. Człowiek chce przedstawić jak najwięcej w jak najmniejszym czasie i to go gubi. Mnie chyba też trochę zgubiło, ale sądzę, że nie jest tak do końca źle. Życie ludzkie jest jednym wielkim szalonym chaosem gnanym przez nas samych. Więc to chyba dobry początek.

 

 

Źdźbło trawy widzi czasem więcej,

niż orzeł szybujący nad oceanem.

Z serdecznymi pozdrowieniami,

Wasza oddana ja :)

Wpis powitalny i troszkę facebookowania.

aas
Standardowy

„Jeden szczery uśmiech to tysiąckrotnie szczęśliwsze serce.”

Witam wszystkich najserdeczniej jak tylko potrafię. Owy blog powstał na bazie akcji prowadzonej na Facebooku. Akcji z Uśmiechem.  Pomyślałam, że dobrze byłoby założyć również blog, jako że lubię pisać i czasami wygodniej jest coś przedstawić na blogu aniżeli facebooku. Chciałabym tu również dodawać nowości, informacje, z czasem może nawet zdjęcia z akcji i inne rzeczy związane z Uśmiechem .

Jeżeli jesteście zainteresowani, zapraszam na mój fanpage/stronę:

Akcja z Uśmiechem na Facebooku

A i tutaj zapraszam Was do odwiedzania, czytania, komentowania i rozmowy :)

Ja nazywam się Bożena Białkowska. Przedstawiam się z imienia i nazwiska wiedząc, że prowadząc akcję wspierania dobra nie trzeba się kryć za nickami. Nie wstydzę się tego kim jestem, a i myślę, że lepiej nam będzie się rozmawiało, jeżeli poznamy się wzajemnie. A więc, miło mi was poznać :) Kolejnym wpisem przybliżę trochę informacji o tym, dlaczego postanowiłam tworzyć akcję jak i również pojawi się więcej informacji o niej samej, dlaczego chcę pomagać i czy myślę, że małe kroki mogą zmienić świat. :)

Wybaczcie ubogość bloga, ale – przyznać się muszę – to mój pierwszy blog w owej szacie. Kiedyś miałam kilka blogów na onecie, ale to było jeszcze za starych czasów, inny interfejs, a więc tu muszę się troszkę (bardzo) podciągnąć :)